PRZEPROWADZKA

A więc dokonało się…

Już od dawna chodziło mi pogłowie, że nazwa tego bloga nie jest już aktualna.

Bo od dawna jest to blog o Roszku i Bzylku.

Serduszko naprawione.

Teraz nastał czas Braci.

 

Znajdziecie nas tutaj:

 

endorfinki.com

 

Wszystko zostaje po staremu, oprócz drobnych modyfikacji… :)

Leave a comment »

Padlina

Nadal rozsmakowujemy się w nocnych symfoniach naszych dzieci. Dzisiejszej nocy popis niebezpiecznie się przedłużał i… nie dotrwaliśmy do końca. Czekając, aż Łobuzy wreszcie zasną, sami daliśmy się uwieść Morfeuszowi. Około 4 w nocy P. bohatersko zwlókł się z łóżka i przesondował teren w poszukiwaniu nocnych niedobitków. Znalazł Roszka – siedzącego w egipskich ciemnościach na kanapie w salonie i w żadnym wypadku nie śpiącego. Ja z kolei wymacałam coś skulone w moich nogach – był to śpiący Bazylek. Po odtransportowaniu zbiegów do łóżek ponownie oddaliśmy się tej zakazanej i grzesznej używce, jaką w naszym przypadku jest sen. O 6.49 obudził mnie kaszlący i tuptający po domu Roch – już lub jeszcze nie śpiący.

Zabawa w nocną ciuciubabkę przybrała zbyt niebezpieczny przebieg (dzieci się bawią, a szukająca ciuciubabka – czyli my – smacznie chrapie), w związku z tym chłopcy na jutrzejszą noc zostaną oddelegowani do Babci i Dziadka. Ha!

***

Popołudniową porą padłam bez życia na łóżko. P. kokieteryjnie uszczypnął mnie w łydkę i niewinnie zapytał:

- Co to?

- Padlina – odsapnęłam z czeluści swego zmęczenia.

***

Szczypanie w łydkę jest absolutnie uzasadnione, ponieważ dziś obchodzimy bardzo ważną rocznicę. Dokładnie 10 lat temu, porą bardziej wieczorową, pewien dość nieśmiały facet nie wytrzymał i w sposób bardzo romantyczny (bo smsem) wyznał miłość pewnej równie, a może i bardziej nieśmiałej, grubawej dziewczynie. I się zaczęło.

Świętowanie, z racji dzisiejszego padania na pysk, przekładamy na jutro :)

Comments (2) »

Sonata księżycowa

Od mniej więcej dwóch tygodni dajemy wyraz naszej miłości do muzyki serią nocnych koncertów. To dziwne popisy dwóch awangardowych solistów – koncerty nerwowe na cztery, a czasem nawet osiem rąk. Dwóch koncertmistrzów, a jak przystało na prawdziwe gwiazdy, każdy preferuje występy solo. Więc trwa ta nasza symfonia nocna, pełna kwęków, jęków, skowytów, tupaniny małych nóżek i skrzypienia drewnianej podłogi. Wysiedleni na obrzeża własnego łóżka złorzeczymy do księżyca.

W ciągu dnia zamieniam się w gestapowca – krótkie polecenia, schneller, schneller, surowe groźby (wrodzony brak konsekwencji na szczęście nie pozwala mi na więcej) i wszechogarniający terror. Wyłazi to nocne koncertowanie – w wyrazie twarzy, tonie głosu, zniecierpliwieniu czającemu się na końcu każdego słowa.

A jednak trwam przy nadziei, że ten rok będzie o niebo lepszy od poprzedniego. Obiecują mi to uśmiechnięte oczy Bazylka.

Po raz pierwszy chłopcy mieli okazję podziwiać na żywo pokaz fajerwerków sylwestrowych. Bazyla ten spektakl światła i huku zafascynował. Roszek nie mógł się zdecydować, czy mu się podoba, czy go przeraża ta feria błysków i wybuchów. I tak samo jest z macierzyństwem w moim wydaniu. Zachwyca. I przeraża.

Leave a comment »

Lista sprawunków do zapomnienia i do zapamiętania

Worek soli zjedliśmy w trakcie tej pechowej trzynastki, były boje wielkie, największe, na śmierć i życie, i te mniejsze, błahe, ale dobijające cuda codzienności.

Chcę zapamiętać zapach domu po długim w nim nie-byciu, smak łez szczęścia powracających i witających ich w progu.

Chcę zapamiętać małe ramionka oplatające moją szyję i bezpieczny kokon domowego ogniska.

 

Nie chcę pamiętać, że mogło nie być już nic, tylko popiół i zgliszcza, że wisiało nad nami wielkie CIACH odcinające raz na zawsze wszystko.

Chcę zapomnieć, że po Bzylka jakieś siły czarcie wyciągają szpony, a ja, znów wywołana do tablicy, staję do tej sztafety ponad moje nadwątlone siły.

 

Z tego mijającego roku chcę zapamiętać uśmiechnięte buzie moich dzieci.

IMG_0011

IMG_0018

 

Comments (4) »

Kuracja

Zbieram kolekcję plasterków:

Bzylek ciągle uśmiechnięty, bystro patrzący nam prosto w oczy, przytulający się często i czule…

Roszek coraz sprawniejszy umysłowo, zrównoważony – hormony najpewniej wracają do równowagi po zwiększonej dawce leku….

Oba Łobuzy zwracające uwagę na siebie nawzajem (NOWOŚĆ)! Huśtają się na huśtawkach i śmieją do siebie serdecznie.

Bazyli uważnie zaglądający w oczy Roszkowi, jakby dopiero zauważył brata i badał, któż to.

Rozkoszne sam na sam z książką, gdy dzieci u dziadków a P.w oknie poluje na komety.

 

Przylepiam te plasterki tam, gdzie boli. Kuracja trwa.

Comments (2) »

***

Po trudach ciężkiej drogi na osiołku-strachu i wertepach zmęczenia dotarliśmy do naszego Betlejem. W bólach i spazmach przyszło na świat Dzieciątko Dobrej Nowiny. I obiecało, że sobie jednak poradzimy, poukładamy te dziwne klocki, znajdziemy Generator Wszystko-Przetrzymującej-Miłości i podłączymy się do niego. Na stałe.

Wśród nocnej ciszy urodziłam nadzieję.

Comments (1) »

Jak nakarmić kaszlące dziecko?

Roszek ma zapalenie gardła i w związku z tym napady męczącego kaszlu. Co dwie minuty.

Wyobrażacie sobie, co się dzieje z pokarmem, który, ledwo znajdzie się w otworze paszczowym delikwenta, a już narażony jest na spazmy kaszlu? …

Tak, dobrze sobie wyobrażacie.

 

Wobec tego odpowiadam na tytułowe pytanie – jak nakarmić kaszlące (nieustannie) dziecko?

Sposób pierwszy: Założyć płaszcz przeciwdeszczowy sobie i dziecku, zakryć wszystkie meble i dywany w promieniu 5 metrów folią ochronną, przywdziać gumowe rękawiczki i przystąpić do karmienia delikwenta. [Nie polecam ze względu na czasochłonność].

Sposób drugi: Zainstalować delikwentowi sondę do brzucha – pokarm będzie wlatywał prosto do żołądka, a stamtąd żaden kaszel go nie wyrwie (chyba, że wymiotny). [Nie polecam ze względu na inwazyjność i brutalność tej metody].

Sposób trzeci: Uzbroić się w cierpliwość, a raczej prawdziwy pancerz cierpliwości. Przystąpić do karmienia bez żadnych zabezpieczeń. Gdy pokarm umieścimy w otworze gębowym i nastąpi atak kaszlu, należy mocno zacisnąć powieki i powtarzać w myśli mądre sentencje typu: panta rhei; marność nad marnościami i wszystko marność; co nas nie zabije to nas wzmocni; itp. Po wszystkim otworzyć oczy, wytrzeć twarz z resztek wykaszlanego pokarmu nawilżaną chusteczką i kontynuować karmienie. Czynności powtarzać do wyczerpania pokarmu bądź kaszlu.

Całkiem nieźle mi to idzie. Tylko dywan i meble jakieś dziwnie upstrzone…

 

Panta rhei, panta rhei, panta rhei….

 

 

Comments (3) »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.